Na tym zdjęciu, to ja, spełniająca moje wielkie marzenie – pływam na desce SUP po szwedzkim jeziorze. Goła, dodam (tego w marzeniu nie było, ale rzeczywistość wszak często się okazuje lepsza niż marzenie).
A mogło się to nie wydarzyć.
Uczyłam wtedy lomi na kursie w Szwecji, w grupie Kobiet. Tamten dzień był słoneczny, ale nie najcieplejszy. Miałyśmy akurat przerwę między sesjami i jedna z kobiet, kóra wiedziała o moim marzeniu, zasugerowała, że „może teraz ten SUP?”
A ja w pierwszej chwili powiedziałam, że nie, że jutro. Bo na jutro zapowiadają piękną pogodę, najcieplejszy dzień w całym tygodniu. To ja wolę jutro.
A ona się tylko uśmiechnęła. „A jeśli jutro się coś wydarzy i będziemy na przykład musiały wyjechać w pośpiechu? Jutra nie ma, jest dzisiaj. Dzisiaj jest dobry dzień. Jeśli ty nie idziesz, to ja idę!”
I poszłam spełnić moje wielkie marzenie w jedynym dniu, w którym można to zrobić: DZISIAJ.
I było super, i śmiesznie, i dwa razy wpadłam do jeziora, i zmarzłam, i stworzyłam najpiękniejsze wspomnienia.
I wiesz co? Następnego dnia nie był najcieplejszy dzień. Było zimno, a przede wszystkim wietrznie. Gdybym DZISIAJ nie poszła na SUP, to by się to już nie wydarzyło na tamtym wyjeździe.
I to była najpiękniejsza lekcja.
I to nie jest lekcja że YOLO, bo jutra nie ma. To jest dla mnie o tym, że jeśli chcesz coś zrobić teraz, kiedy – jak to się ładnie w hunie mówi – jest moment mocy, to zrób to. A jeśli nie chcesz, to nie wybieraj tego, nie rób, ale nie mów sobie, że jutro, kiedy indziej, następnym razem. Bo to oszustwo.
Own it, jak to się ładnie po angielsku mówi. Own your yes and your no.
„Może następnym razem” – słyszę czasem od ludzi, którzy rozważają udział w moich wydarzeniach – kursach lomi, odosobnieniach, albo chcą przyjechać do mnie na Islandię, albo zapisać się na mentoring, albo cokolwiek.
A ja się uśmiecham pod nosem, tak jak tamta kobieta się uśmiechnęła na moje „jutro ten SUP”.
Bo może ja się jutro z Islandii wyprowadzę i już nie będzie można do mnie przyjechać? Może postanowię, że już nie będę uczyć lomi, tylko zacznę robić coś totalnie innego? (znając mnie, to całkiem możliwe). A może ciężko zachoruję i… jutra nie będzie?
To nie jest o tym, że w takim razie dzisiaj, teraz, za wszelką cenę, bo jak nie, to coś stracę. Nic Cię w życiu nie ominie, spokojnie.
To jest o tym, żeby naprawdę szczerze dopuścić do siebie myśl, że jeśli nie teraz, to być może nigdy. I sprawdzić, czy to jest dla mnie akceptowalne.
Moja Siostra ma taką karteczkę włożoną za szybę w kredensie: tomorrow is not a promise. You are lucky you have today.
Jutro nie jest obiecane. Masz szczęście, że masz dzisiaj.
A ja jednak to jutro nadal zbyt często traktuję jak obiecane. Gwarantowane, że będzie.
PS. Jeśli interesuje Cię ścieżka lomi ze mną, to zapraszam Cię na moją platformę Miejsce Lomi.
