Magdalena Grabowicz

Wiersze
z Ciemności

W październiku 2025 spędziłam 5 dni /
6 nocy w totalnej, absolutnej, całkowitej
ciemności — łącznie około 130 godzin
odosobnienia.

Pisałam tam wiersze, które teraz
daję Ci w prezencie.

Dzień 1
w Ciemności

To, co myślą inni nie ma znaczenia
Chyba, że się z nimi zgadzasz.

Gdy się przejmujesz / zamartwiasz
opinią innych o sobie, to sprawdź

czy to nie jest Twoja opinia o Tobie.

Inni są zawsze tylko znakiem
GDZIE PATRZEĆ.

Dzień 2
w Ciemności

Czułam Cię, zanim Cię poznałam
Wiedziałam, że istniejesz,
ale nie wiedziałam czy dla mnie

A gdy już przyszedłeś, to najpierw
Cię nie rozpoznałam wcale

Moje serce było jakieś takie zaklejone
A Ty je tak cierpliwie rozlepiałeś
po kawałeczku.

Dzień 3
w Ciemności

Lubię płakać z Radości
Lubię płakać z wdzięczności
Lubię płakać ze smutku
Lubię płakać z tęsknoty

Ale najbardziej lubię płakać
z Miłości tak wielkiej, że się
ze mnie wylewa.

Niech Miłość we mnie
Rozpuści wszystkie kawałeczki
Nie-Miłości.

To nie jest bolesny proces.

W ciemności wszystko jest tak samo święte.
Mycie zębów. Medytowanie. Robienie kupy.
Śpiewanie mantr i macanie w poszukiwaniu
zagubionej frotki.

Wszystko ma takie samo znaczenie.

Gdy jestem Poetką
to moje myśli
porządkują się w wersy.

Nie płyną szalonym, dzikim strumieniem
Tylko ustwiają się w kolejce
Czekając na zapisanie.

Lubię to.

Dzień 4
w Ciemności

Jak by to było nigdy na nic nie czekać?
Jak byś żyła, nie czekając?

I jak by to było nie oporować?
Na co byś wykorzystała tę energię i czas?

I jeszcze, jak by to było nie oczekiwać
tylko po prostu tworzyć? (two-żyć?)

Wczoraj było tak wybitnie pięknie
A dziś jest inaczej
I aż trudno uwierzyć
Że to też jest święte

Moje serce jest czarne
Moje oczy są czarne
Cała jestem czarna
A i tak jestem światełkiem

Jak ludzie mnie będą pytać
jak było w tej Ciemności
to powiem, że trochę trudno
a trochę normalnie.
Trochę wspaniale
A trochę nudno.

Taka chcę być oświecona
I nie czekać, i być w tu i teraz
Ale i tak
Odliczam minuty do Ciebie.

Dzień 5
w Ciemności

Żyć tak,
Żeby na koniec
Ten świat spojrzał i powiedział:

Ona była najlepszym
Co mi się kiedykolwiek przytrafiło.

Obijam się w tej Ciemności
O różne kawałeczki siebie.
Czasem boli.

– Dlaczego chcesz iść do świata?
– Bo tam jest pięknie! Są kasztany i słońce,
i ludzie, i zupa na gazie. Są inne czułe dłonie
i kochające oczy.
– Tam jest też wojna, przemoc i nie-miłość.
– Wiem. I dlatego chcę iść do świata. Żeby było w nim więcej Miłości.

Jestem wodą.
A Ty skałą.
Rozbijam się o Ciebie czasem.
Wygładzam Twoje ostre brzegi.
Dziękuję, że jesteś tak spokojnie obecny
Wobec moich wszystkich stanów wzburzenia.

Kim była ta kobieta, która dawno temu
zdmuchnęła świeczkę i weszła w Ciemość?
Trochę ją pamiętam, ale za nią nie tęsknię.

Wolę siebie taką.

Pięć dni
Pięć lat
Pięć wieków

I już. Nieskończoność.
Krótka chwilka.
Czas i tak upłynie.

Dzień 6
w Świetle

Popłakałam się na widok kasztanów

Czy widział kto kiedy coś
tak wspaniałego jak kasztan

Włochato-kolczasty stworek

Z brązowym sercem

W Ciemności wszystko jest łatwiejsze.
W Ciemności wszystko jest trudniejsze.
W Ciemności wszystko jest inaczej.
W Ciemności wszystko jest tak samo.

Dzień 7
w Świetle

Patrzyłam na zegarek, żeby powiedział mi,
czy się wyspałam.

Patrzyłam na talerz, żeby powiedział mi,
czy się najadłam.

Patrzyłam w lustro, żeby powiedziało mi,
czy jestem piękna.